Poza horyzontem szaleństwa. Więźniarka, którą uratowano po 21 latach

Polska II połowy XIX wieku

Natalia Budzyńska mierzy się z dość trudnym tematem polskiej mniszki, której historia owiana jest już legendą. “Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk, uwięzionej zakonnicy, której historią żyła cała Polska” to opowieść o tym w jaki sposób doszło do zamknięcia tytułowej bohaterki w odosobnionej celi i jakie były jej dalsze losy. Wszystko działo się w czasach, gdy psychiatria dopiero raczkowała w Europie, tym bardziej prawdopodobne, że stan kobiety błędnie był klasyfikowany jako szaleństwo lub paranoja (lub, jak zarzekały się siostry klasztorne – opętanie). Karmelitanka była obiektem dyskusji w wielu krajach, poruszając sytuację i podejście do kościoła katolickiego ponad 150 lat temu. Przekazywane informacje bardzo często szybko ulegały zniekształceniu, przez co stawały się doskonałą pożywką dla legend i plotek.

Barbara Ubryk (właściwie Anna) wstąpiła do klasztoru, kiedy miała 21 lat, ale musiała przerwać swoje nauki, ponieważ już wtedy podejrzewano u niej objawy choroby psychicznej. Po kilkuletnim leczeniu i poprawie stanu zdrowia powróciła, przyjęła śluby i wstąpiła do zakonu sióstr karmelitanek, ze względu na bardzo rygorystyczne zasady, które w nim panowały. Po krótkim czasie trafiła do karceru, nie do końca wiadomo dlaczego, tłumaczy się to zbyt dużym wyuzdaniem, a w innych źródłach powołuje na ponadprzeciętną gorliwość modlitwy. Kobieta spędziła w karcerze 21 lat swojego życia, a uratowano ją za sprawą anonimowego donosu do sądu, który miał zbadać okoliczności sprawy. Do wiedzy o jej stanie bytowania przyznały się zarówno przełożone (była i obecna) jak również przeor i kilka osób związanych z klasztorem. Wieść o sytuacji Barbary spowodowała zamieszki w Krakowie, kiedy domagano się natychmiastowej ewakuacji z miasta zarówno karmelitanek jak i jezuitów.

Nieludzkie warunki

Barbara była przetrzymywana w pomieszczeniu piwnicznym, z zamurowanym oknem. Jego zasłonięcie tłumaczono tym, że wykonywała w oknie gorszące gesty i jeszcze ktoś z zewnątrz mógłby je zauważyć. Brak opieki medycznej był spowodowany zasadami klasztoru, z którego nie wychodzi się na zewnątrz, szczęśliwie w momencie odnalezienia kobiety jej ślubowanie zostało uchylone i mogła poddać się opiece lekarzy. Po wyjściu z karceru ważyła 34 kilogramy, nie była w stanie się komunikować. Stan ten nie poprawił się do jej śmierci w zakładzie psychiatrycznym, gdzie zmarła w zapomnieniu w wieku 81 lat.

Nie wiadomo, czy jej choroba była spotęgowana przebywaniem w celi, czy objawy były tak silne jeszcze przed zamknięciem. Autorka przeprowadza nas przez wszystkie możliwe scenariusze, odnosząc się do dostępnej literatury, akt sądowych oraz relacji świadków, zapisanych w zachowanych listach.

Background obraz autorstwa senivpetro - www.freepik.com